Marian Węgłowski

Urodzony 20 maja 1954r. we wsi Kopalina w gminie Jelcz Laskowice.
Szkołę podstawową ukończył w Minkowicach Oławskich, a średnią w Bierutowie – Technikum rolnicze. Pracował jako specjalista do spraw hodowli roślin w Stacji Hodowli Roślin w Policach.

Będąc na rencie w 1998 roku rozpoczął naukę w Zakładzie Rehabilitacji Zawodowej dla niewidomych w Krakowie. Tam ukończył wydział masażu leczniczego.
Jako masażysta pracował w szpitalu w Oławie i w sanatorium w Głuchołazach.
Obecnie mieszka w PDPS Ostrowinie.
Jego zainteresowania to filatelistyka, muzyka oraz poezja. Podczas choroby zaczął pisać wiersze. Zaczął je recytować podczas przeglądów poezji, które odbywają się rokrocznie w Oleśnicy.
Napisał wiele ciekawych wierszy, które zasługują na publikację.

Urodzony 20 maja 1954r. we wsi Kopalina w gminie Jelcz Laskowice.
Szkołę podstawową ukończył w Minkowicach Oławskich, a średnią w Bierutowie – Technikum rolnicze. Pracował jako specjalista do spraw hodowli roślin w Stacji Hodowli Roślin w Policach.

Będąc na rencie w 1998 roku rozpoczął naukę w Zakładzie Rehabilitacji Zawodowej dla niewidomych w Krakowie. Tam ukończył wydział masażu leczniczego.
Jako masażysta pracował w szpitalu w Oławie i w sanatorium w Głuchołazach.
Obecnie mieszka w PDPS Ostrowinie.
Jego zainteresowania to filatelistyka, muzyka oraz poezja. Podczas choroby zaczął pisać wiersze. Zaczął je recytować podczas przeglądów poezji, które odbywają się rokrocznie w Oleśnicy.
Napisał wiele ciekawych wierszy, które zasługują na publikację.

Energia

Rękę śmiało wystawia do leżącego
Z energią zrywa przytłoczonego
Ogrom energii skrycie regenerowało
Podmuchem dotyku owocowało
I podniosło to co leżało.
Z uśmiechem spojrzenia się spotkały
Niejasne oczy zamglone badały
Charakter, umysł może natchnienie
Może morze goniło wstępne wrażenie.
Następny gest ręką z nutą powabu
Niezmiennie kreśliło drogę wabu
Może morze ucichło. Fale zelżały
I ogniem powab zagrzały
I znów dotyk do ręki zmęczonej
I znów dłonią energia wtłoczona
I jak przyjemnie zbieram ciepło.

Wrocław, grudzień 2006

Dwie róże

Dwie róże. Jedna nieco większa od drugiej.
Obie przyozdobione w wspaniały pąk
Obie mają płatki podobne do rąk
Lica jaśnieją zawsze powabem
Zawsze zroszone kroplą rosy jedwabiem
Jedna ma nie całkiem przysadzistą koronę
Druga jakby owiana welonem
W jednej iskra jest niczym światła zapłonem
Druga podkreśla swój wdzięk pochylona
Dwie róże stoją obok siebie
Dwie róże słyszą głos gdzieś niebie
Dwie róże słyszą zejdź na ziemię

Ostrowina, wrzesień 2007

Jesień

Czas pożegnać sierpień
Bo za oknami staje jesień
Kwiaty kwitną okazale bo to wrzesień
A we wrześniu mamy jesień
We wrześniu zieloną barwę liście tracą
I kolorami tęczy się wzbogacą
A na polach rzeka ogień zżera
Trawiąc resztki suchej zieleni
I brąz jej w szary popiół zmienia
Tak mija wrzesień
Z wolna sroży się jesień
Wspaniałe barwy tęczy okrywa nagły szron
By świat liści i kwiecia wprawić w zgon
Mijały dni tygodnie miesiące
By znów wspomnieć o łące
W jesieni październik stał się miesiącem
Siewcą rocznego plonu
Szron rozprawił się z owocem
A resztę załatwił wiatr z łoskotem ogromu

Ostrowina, październik 2007 

Marzyciel

Jak to dobrze jest pomarzyć
Można nawet herbaty naparzyć
Można wyssać cnót wszelkich zalety
I upiec przy tym kotlety
Znaleźć sobie przy tym miłość
Choć normalnie to zawiłość
Kawę wypić ze śmietanką
I pogłaskać za kolanko
Można się przytulać stale
Pozostając w tym zapale
Można dawać pieszczot dużo
I chodzić po podwórzu
Być możemy także w kinie
Szybciej dobry film nam minie
I po minie poznasz wtedy
Że marzenie ma zalety

Ostrowina, sierpień 2008

Bez zmian

Dziewczyno, co z nami będzie?
Z tobą chodzić chciałem wszędzie.
Zrywać kwiaty w wiązanki,
Iść na ploty do koleżanki.
Dziewczyno, co będzie z nami?
Przestałaś chodzić piętrami.
Brak znaku istnienia.
U mnie nic się nie zmienia.

Ostrowina, wrzesień 2008

Jesień w lesie

W lesie pięknie teraz
Liście złocą się tam nieraz
I purpura się tu wplotła
Brzoza stroi jakby miotła
Dębu liście zielenieją
Co niektóre już żółknieją
Po przezłacał klon swe liście
Buka zżółkły oczywiście
Lipa nieco z czerwieniała
A topola z brązowiała
W żółci jednak to się zmieni
Chociaż sięga do czerwieni
Tak w jesieni las się zmieni
Coraz mniej jest zieleni
Coraz bardziej tęczowych barw
Widać to także wśród traw

Ostrowina, wrzesień 2008

Na jednej fali

Czasu spotkania bardzo niewiele
A jak rozmowa to i weselej
Serce z radością mocniej wali
Jak byśmy byli na jednej fali
Falą tą brzmienie roznieca
Tak jakbym drwa wrzucał do pieca
Tak jakbym wrzątek lał z czajnika
Tak właśnie mnie ciepło przenika
Ciepło to rozkosz z rozmowy
Czuję się tak jakbym był nowy
Lekko mi i ciepło zarazem
Dogłębnie wzruszony twoim obrazem
Obrazu twego pragnę szczerze
Kwiaty ci niosę w ofierze
Dam ci ich całą wiązankę
Ze słów złożoną rymowankę
Rymowanka musi tu być
Ponieważ pragnę z tobą żyć
Ponieważ pragnę być przy tobie
I jak pomyślę to tak zrobię
Kupię i prześlę pierścionek złoty
By cię utwierdzić że są to zaloty
By w sercu twoim coś się ruszyło
By zamiast jeden dwoje nas było

Ostrowina, październik 2008

Nasz park

Nasz park jest zielony
Rosną dęby olchy klony
A tuż pod płotem
Złotokap okrył się złotem
Za płotem bzy czarne
Na wiosnę bardzo gwarne
Ptaków się zbiera gromada
I śpiewem wiosnę zapowiada
Nad wszystkim świerk króluje
Sobą jakby drugiego wypatruje
Kępy lilaki tworzą
Ogrodnicy stare trawy orzą
Tak, już się zielono w parku zrobiło
Liśćmi jak szaty drzewa okryło
A w nich po środku pąki kwiatowe
Są różnobarwne i kolorowe

Ostrowina, kwiecień 2009

Przyjaciele

Podasz rękę mnie sierocie
To tak jakbym jadł łakocie
Powiesz słowo może dwa
Już muzyka we mnie gra
A jak z nim zatańczy
Daje kosz słodziutkich pomarańczy
Jeszcze lepiej jest w koło
No bo Robi się wesoło
Myśli sobie
Głowę skrobie
Myśli dalej
Pisze śmielej
To są moi przyjaciele
Otwierając stale serca otwarte
Zawsze o całą ilości kwartę
Zawsze o promyk mały
By zobaczyły obce gały
Tych co to biorą
Tych co to dają
Wspaniałym uśmiechem otaczają
Wiem teraz nie jestem sam
Dobrych przyjaciół w was mam

Ostrowina, kwiecień 2012