Wycieczka do Kowalskich

Opublikowano: piątek, 19 lipca 2013 Małgorzata Leszczyłowska

Hurra!! Jest!!

16 lipiec 2013r. godz. 9.00 pod bramę PDPS-u w Ostrowinie podjechał autobus, który zamówiła pani koordynator Małgorzata Leszczyłowska w firmie transportowej pana Jana Żurawy z Sycowa.

Mieszkańcy Pawilonów - „Domku” i „Domino” jadą na wycieczkę. 23 osoby nie kryją radości. Pakujemy do autokaru przygotowane wcześniej koce, napoje, prowiant – jeszcze gitara i już jedna z najsympatyczniejszych pielęgniarek, siostra Ula Raczkowska liczy siedzących w aucie wycieczkowiczów. 8 pań i 15 panów, razem 23 osoby plus 2 opiekunki: Małgorzata Hajduk i Paulina Cempel, oraz koordynator Małgorzata Leszczyłowska. Wyruszamy! Za kierownicą pan Piotr Różański z Sycowa.

Humory dopisują, wszyscy uśmiechnięci – Tomek siedzi obok Renaty, Staszek z Sylwią, obok Eryk – Ewelina i Marcelina. Jedziemy w kierunku Trzebnicy, za oknami pojazdu widzimy piękny krajobraz. To Kocie Góry, czyli Wzgórza Trzebnickie. Powstały w czasach, gdy Polska była skuta lodem, a lód wypychał przed siebie zwały ziemi tworząc morenę czołową. Z czasem klimat się ocieplił, lodowiec wycofał, a my dzisiaj podziwiamy malownicze wzgórza, na których pola przeplatają się z sadami owocowymi. Jest pięknie. Po godzinie jesteśmy na miejscu w Marcinowie za Trzebnicą. Nasz cel to „Wesoła Zagroda u Kowalskich”. Na nasze powitanie wychodzi pan Marian Kowalski i zaprasza do Zagrody, gdzie jest dla nas przygotowana kawa, herbata, napoje. Zjadamy bułki i idziemy oglądać Zagrodę. Jest tu skansen, stara kuźnia, dom chleba, muzeum tkactwa i muzyki, muzeum militariów i pożarnictwa. Eksponatów jest bardzo dużo, są ciekawe i każdy interesuje się czymś innym. W przerwach między oglądaniem tych skarbów, Paulina gra na gitarze a Grzesiu i Marek grają w piłkę. Beatka z uśmiechem na twarzy siedzi na kocu. Za chwilę biegniemy i po kolei siadamy na wielką łódź Wikingów – huśtawkę, gdzie pod okiem pana Kowalskiego odbywamy podróż.

Już czas na posiłek – pieczone kiełbaski z chlebem i napoje regenerują nasze siły. Idziemy dalej oglądać – Robert pięknie wygląda w kasku na głowie, w aucie z czasów II wojny światowej, a w ręce trzyma prawdziwy granat, – kto nie wierzy – są zdjęcia, które robił nasz fotograf Gabryś.

Jesteśmy trochę zmęczeni, ale przychodzi pan Kowalski z akordeonem i gra. Kilka osób wyruszyło do tańca, pierwszy zmęczył się pan Kowalski, więc za gitarę chwyciła Paulina, a niezmordowani mieszkańcy śpiewają.

Nieubłaganie nadchodzi czas powrotu, sprzątamy koce, naczynia i wsiadamy do autobusu. W drodze powrotnej mieszkańcy zaczynają drzemać, ale tu wkracza do akcji nasza pełna energii pani koordynator Małgorzata Leszczyłowska i zarządza postój w Trzebnicy, obok Sanktuarium Świętej Jadwigi Śląskiej. Idziemy do wnętrza. Jesteśmy zachwyceni obrazami, rzeźbami i całym kościołem. Mieszkańcy po chwili modlitwy oglądają kościół i już za chwilę siedzimy w autobusie. O! Kilka osób zmieniło miejsca, tylko Eryk niezmiennie między dziewczynami.

Ostrowina wieczorem. Żegnamy się z kierowcą i już zaczynamy planować następną wycieczkę….